czwartek, 18 września 2014


Czym byłoby nasze życie bez podstawowych mediów? Zapewne budzilibyśmy się i dopiero wtedy uświadamialibyśmy sobie, że czegoś brakuje, że nie jest tak, jak powinno być. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że mamy wszystko, piękne mieszkanie, komputer, telefon, supernowoczesny telewizor. Ale co byłoby gdyby zabrakło prądu? O tym ostatnio przekonałam się na własnej skórze. Otóż wczorajszego dnia, obudziłam się po wyjściu mojego Rycerza (tak teraz pieszczotliwie będę nazywała mojego wybranka:) wychodzę do kuchni, by zrobić sobie ulubioną kawę z mlekiem, włączam radio, i co? I cisza. Totalna cisza. Otwieram lodówkę - ciemno, temperatura wcale nie lodówkowa. Myślę sobie - coś się dzieje. Wychodzę na klatkę, by sprawdzić czy tam jest światło. Pstrykam włącznik - działa. Pukam do sąsiadów, niestety nikt nie otworzył, całe trzecie piętro w pracy, w szkole, whatever. Patrzę na skrzynkę z licznikami, i nie wierzę własnym oczom, nie kręci się tylko mój...
Okazało się, że poprzedni lokator tego mieszkania, miał problemy z regulowaniem należności za prąd i go całkiem odcięli! Na szczęście udało nam się załatwić sprawę całkiem szybko, i już następnego dnia rano pojawiło się światełko.

Przez ten czas, kiedy byłam go całkiem pozbawiona, cieszyłam się, że to mieszkanie jest tak słoneczne. Z telefonu korzystałam tylko w sytuacjach na prawdę pilnych, laptopa nawet nie włączyłam, stwierdziłam, że jakbym zaczęła robić sobie coś ciekawego, to akurat własnie wtedy padłaby mi bateria.

Ale przy okazji sprawdziłam swoje surviwalowe umiejętności, mój Rycerz twierdzi, że jest to bardzo ważna umiejętność - sztuka przetrwania. Po ciemku udało mi się umalować, w samochodzie stwierdziłam, że całkiem nie źle jak na takie warunki. Brak prądu zmobilizował mnie do ogarnięcia najdłużej odwlekanych spraw po remoncie, bo cóż innego było robić. Chciałam zrobić pranie, bo stwierdziłam, że bez światła dałabym radę wrzucić do pralki i z niej wyciągnąć, ale szybko mi się przypomniało, że pralka jednak potrzebuje troszkę energii, by mogła działać... No i na kolacje przy świetle latarki ledowej i dwóch świeczek udało mi się usmażyć szpinak. A wieczór również spędziliśmy całkiem miło z moim Rycerzem, korzystając z braku innych możliwości, cieszyliśmy się z posiadania własnego mieszkania;-)

Często nie zdajemy sobie sprawy na co dzień, jakie to szczęście, że nie musimy się martwić o naładowanie telefonu, czy wysuszenie włosów. Wczoraj własnie uświadomiłam sobie jak życie w obecnych czasach jest wygodne.

poniedziałek, 15 września 2014

Najlepiej poznaje się drugiego człowieka, kiedy się z nim mieszka. Zależy to też od stosunków i relacji jakie łączą współlokatorów. Ja mieszkałam już r różnymi ludźmi na stancjach, zmieniając je wielokrotnie, mieszkałam z byłym narzeczonym, i teraz przez jakiś czas mieszkałam z przyszłą teściową.

Ogólnie jak sobie o tym wszystkim pomyślę, to najlepsze jest stwierdzenie, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. No może przesadzam, nie było tak źle. Ogólnie jak to kobieta z kobietą, dogadujemy się całkiem nieźle. Nie zawsze się zgadzamy ze sobą, ale też nie prowadzimy wojen, chyba że takie ciche, na zasadzie nieodzywania się. Szczerze to już sama nie wiem co jest gorsze. Chyba lepiej jest sobie wykrzyczeć wszystko co leży na duszy, a potem to załagodzić. No ale niech tam. Obie mamy jedną rzecz wspólną. Może nie rzecz, obie kochamy tego samego mężczyznę, ona jako matka, ja jako narzeczona.
Czyja miłość jest silniejsza? Czyja cenniejsza? Czyja ważniejsza?
Na te pytania chyba nigdy nie znajdę odpowiedzi, choć można by się nad tym jeszcze zastanawiać z drugiego punktu widzenia. Z Jego punktu widzenia. Która z nas ma na niego większy wpływ, z kogo czerpie swoje ideały, motywacje. Jest w tym jeszcze kwestia zazdrości. Czy Matka ma prawo być zazdrosna o synową i odwrotnie? Nigdy nie chciałabym rozdzielać rodziny, mieszać się w sprawy wzajemnej relacji. Staram się nie osądzać zachowań, nie komentować, nie brać czynnego udziału w ich spornych dyskusjach. Taka pozycja wydaje mi się najbezpieczniejsza, najbardziej neutralna. Na te wszystkie pytania chyba nigdy nie uda mi się jednoznacznie odpowiedzieć.

Za to teraz, kiedy nasze wspólne rodzinne mieszkanie się kończy, a my zaczynamy nowe życie we dwoje, planujemy założyć własną rodzinę, nasze relacje Ja-Teściowa, zaczynają się poprawiać, do tego stopnia, że stałam się osobą godną zwierzeń ze sfer bardzo osobistych. Cieszę się z takiego stanu rzeczy, bo dla mnie najważniejsza jest zgoda.

Kolejna noc w nowym mieszkaniu minęła. Niestety spędziłam ją sama, bo mój Luby był w pracy na noc;/ Na szczęście nie przypomniał mi się żaden z oglądanych horrorów i nie bałam się, nawet po zgaszeniu wszystkich świateł. Nie było tak do końca ciemno, bo nie mamy jeszcze rolet w sypialni, więc delikatne światełko z zewnątrz uratowało mnie przed wyimaginowanymi postaciami zza szafy.
Dzisiaj również nie pamiętam co mi się śniło, nie pamiętam czy w ogóle mi się coś śniło. Położyłam się taka zmęczona, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Za to i bez dobrego pierwszego snu wiem, na pewno wiem, że będzie nam tam dobrze! Musi być!

niedziela, 14 września 2014

Pierwsza noc w nowym mieszkaniu

Wczoraj planowaliśmy wstępną przeprowadzkę, czyli przeniesienie naszego łóżka z domu mojej przyszłej teściowej. Tak wszystko się zaczęło komplikować, a to znajomy do pomocy nie miał czasu, a to nie mieliśmy samochodu. I w końcu ok godziny 20 namówiłam mojego Lubego na to żebyśmy sami przenieśli to łóżko! Tak bardzo chciałam już tu zostać, wziąć prysznic i nie musieć już nigdzie się ruszać, tylko wtulić się w ramiona mojego ukochanego i zasnąć. I udało się. Mój plan się powiódł! Jestem bardzo szczęśliwa!! Odczuwam dużą ulgę psychiczną, dzięki temu, że wreszcie odczuwam komfort stabilizacji, a to dla mnie bardzo dużo, po tych wszystkich latach spędzonych poza domem, bez stałego miejsca zamieszkania.
Mówi się, że pierwsza noc w nowym miejscu jest najważniejsza i pierwszy sen. Niestety obudziłam się rano nagle i nie pamiętam co mi się śniło. Dziś przede mną druga noc, może jeszcze jedna szansa?

piątek, 12 września 2014

Żyrandol mściciel

Wreszcie zakończyliśmy długą walkę z oświetleniem w naszym nowym mieszkanku. Byliśmy wczoraj na zakupach i weszliśmy w posiadanie 3 nowych lamp sufitowych. Już po drodze do domu zmieniliśmy ich przeznaczenie tzn, ten, który miał wisieć w sypialni dostał przydział do salonu i odwrotnie. Na szczęście pasują i wyglądem do swoich nowych pomieszczeń i funkcjonalnością. Montowanie tego w salonie to była prawdziwa zemsta. Obstawiamy, że najprawdopodobniej ktoś sobie go upatrzył i chciał kupić, a my go po prostu ubiegliśmy. Stawiał opór we wszystkich kolejnych etapach montażu. Ku mojemu zadowoleniu, wreszcie się udało. Planujemy przeprowadzkę na najbliższy tydzień ;-) Nareszcie!

W przyszłym tygodniu ma przyjechać moja najlepsza przyjaciółka z Anglii. Mieszkałyśmy razem, kiedy byłam na studiach. Traktuję ją jak starszą siostrę. Jedyna przyjaciółka, której szczerze mogę powiedzieć, że nigdy się na niej nie zawiodłam, która bardzo dużo w życiu dla mnie zrobiła, bezinteresownie. Bardzo cieszę się z jej przyjazdu. Do tej pory pisałyśmy do siebie głównie na facebooku. Te nasze opowieści sobie na wzajem z aktualności życiowych, traktuję jako coś w rodzaju pamiętnika, w którym mogę napisać dosłownie wszystko, o czym myślę, który nie będzie mnie oceniał, tylko wysłucha i w każdej sytuacji mogę liczyć na wsparcie i ciepłe słowo. Taki przyjaciel to skarb. na szczęście na tę okoliczność mam już zakupione odpowiednie zapasy trunków do degustowania. Zapowiada się dłuuga noc ;-)

piątek, 5 września 2014

Rozmyślania z palcem w nosie



Kamienna twarz z palcem w nosie. Taka jest moja wizja odpowiedzi na to, co codziennie oglądam na popularnych portalach społecznościowych. Chwalenie się nowym samochodem, czternastym chyba już w tym roku, pokazywanie nowych bucików dla niemowlęcia, czy super wycieczki w dalekie kraje za ostatnie pieniądze, potem do końca roku o chlebie i wodzie. Słitaśne komentarze, jedna koleżanka drugiej koleżance. Nie chcę wiedzieć dokąd to wszystko zmierza. Czy nie można żyć na prawdę? Czy tak ciężko jest ruszyć tyłek sprzed komputera i spotkać się na żywo? Oczywiście, że tak. Bo w realu już nie usłyszy tylu pozytywnych komentarzy,  że ładnie się uśmiecha, nie dostanie setki lajków. Czasem ciężko usłyszeć głupie "cześć" od spotkanej na ulicy koleżanki z facebooka.

A ja się temu buntuję. Korzystam, ale głównie w celach komunikacyjno-informacyjnych, bo znowu gdzież indziej szukać tylu ludzi na raz? Zdjęcia z wypadów, rodzinne, sprawy, które toczą się w moim życiu wolę zachować dla najbliższych, wtedy wiem, że szczerze cieszą się razem ze mną. A blog? Blog jest dla mnie formą pamiętnika, anonimowego spowiednika, któremu mogę powiedzieć wszystko. A odbiorca jeśli zechce - przeczyta, zgodzi się lub wymienimy się różnicą poglądów.

czwartek, 4 września 2014

Pierwsza lodówka

ale ale akcja!
Opowiadałam o nowej lodówce,  stała niepodłączona przez jakiś czas, bo musieliśmy podokańczać detale w kuchni. Jak już podłączyliśmy ją i otworzyłam drzwiczki, moim oczom ukazało sie obłędne białe, zimne, wręcz arktyczne światło! Mega czad! Muszę dodać, że lodówkę zamówiliśmy totalnie w ciemno, nie oglądając jej w sklepie! Działa elegancko i super wygląda. Taki fart ;D
Na razie póki się jeszcze nie przeprowadziliśmy sa w niej tylko zamrożone grzyby własnego zbioru i cała szuflada alkoholu, który dostajemy od odwiedzających. Znając nasze możliwości spożywania, trochę tam poleżą ;D
Jestem z niej mega zadowolona.!

środa, 3 września 2014

Totalny zastój

Ostatnio nic, kompletnie się nie dzieje. Z przeprowadzką też stoimy w miejscu. Niby miało być pięknie, ale im dłużej się z tym schodzi, tym większe mam obawy, wątpliwości, nachodzą mnie różne nieprzyjemne myśli. Ostatnie dwie noce spędziłam u rodziców, bo tak wyszło. Brak czasu spędzanego razem z moją połówką odbija się na mnie różnie. Budzą się we mnie wtedy bardzo skrajne uczucia. Miłość-obojętność. Tego drugiego zwłaszcza nie lubię ;/
Wczoraj mieli nam przywieźć meble ze znanego sklepu meblowego BRW. I co? Totalne olanie klienta. Żadnego telefonu nawet o przesunięciu dostawy. Typowa firma krzak.
W weekend zakupiliśmy oświetlenie do kuchni i przedpokoju. Pasuje idealnie i jestem mega zadowolona. W kuchni prosty, klasycznie kuchenny zwis. W przedpokoju nutka nowoczesności. A oto i one: