czwartek, 17 marca 2016

Odkurzone znajomości

Dorosłe życie niesie ze sobą ogrom obowiązków, pracy, dążenia do stabilizacji, odpowiedzialności. Dlatego mniej czasu pozostaje na rozwijanie swoich zainteresowań (nie wspominam o kwestii finansowej), realizacji swoich pasji a nawet utrzymywania kontaktu ze znajomymi.
Spośród moich rówieśników, z którymi kończyłam szkołę, mogę policzyć na palcach jednej ręki osoby, które mieszkają w naszej rodzinnej miejscowości. Pozostała grupa rozjechała się po Polsce i nawet świecie, w poszukiwaniu szczęścia i spełnienia. Czasy mamy takie, że już w dość przystępnym abonamencie telefonicznym można mieć darmowe rozmowy i SMSy. Jednak nawet to nie załatwia sprawy utrzymywania kontaktów między ludźmi. Najważniejsze są chęci oraz to, jakimi jesteśmy osobami. Wiadomo przecież, że nikt nie będzie chciał utrzymywać znajomości ze złośliwą jędzą, czy zakochanym w sobie narcyzem.
Do czego dążę? A mianowicie do tego, że kilka dni temu odważyłam się w końcu napisać do bardzo dobrej koleżanki z gimnazjum (od którego ukończenia w tym roku minie 10 lat! i od tamtej pory się nie widziałyśmy ani nawet nie rozmawiałyśmy ze sobą). I wielki kamień spadł mi z serca, kiedy ona odpisała mi, że się cieszy, że napisałam. Że faktycznie zmiana szkół, studiów, pracy, sprawia, że zapominamy o dawnych znajomych, bo poznajemy nowych ludzi i zamykamy się w małym kręgu, otoczeni osobami, z którymi do czynienia mamy najczęściej.
Bardzo ciężko jest zrobić ten pierwszy krok, by odzyskać stare kontakty. Głównie z obawy przed spotkaniem się z odrzuceniem i brakiem chęci ze strony tej drugiej osoby. No i dochodzi do tego jeszcze duma, bo przecież telefon działa w obie strony, przecież ona czy on też może odezwać się pierwsza.
Ja jestem bardzo zadowolona, że to ja zrobiłam ten pierwszy krok, i mam nadzieję, że tym razem kontakt nam się nie urwie.

1 komentarz:

  1. Hej :)
    Dziękuję za wpis. Ale to nie takie proste. Gdy wiesz, że nic nie wiesz. Gdy gubisz numer telefonu i nic już się nie zgadza. Gdy życie to pier.ny matrix. Nienawidzę tego. Nic nie istnieje. Wszystko przelewa się przez palce jak oliwa, nic w ręku nie zostaje. Oprócz długów i przegranych spraw. Nic nie jest jasne. Dobra nie można dotknąć, a zło jest wszechobecne. Potłuczony talerzyk, rozbity dzban, miód się wylał na ulice. Gdzie jesteś, Mamo? Czy jeszcze żyjesz? Stara, schorowana, zagrożona... i wierna. Poświęcająca się. Umieram w duszy. Nie potrafię ogarnąć wszystkich rozsypujących mi sie w rękach rzeczywistości. Kilka otwartych frontów. Na wszystkich pali się, rozlewa, tłucze. Nie wiadomo, w co ręce włożyć. Boże... I włóż w to wszystko jeszcze innych. Wóz sie przesypuje, przeładowany, konie uciągnąć nie mogą. Nawet konie. I co teraz? Kraksa na prostej drodze? Rozrzucone jabłka, rozsypana mąka, popękane worki? Powiedz mi, co mam robić? Chcę się rozerwać. Być wszędzie jednoczesnie. Ale póki co to tylko rozrywam sukienkę. Rozpacz.

    OdpowiedzUsuń

Podoba Ci się mój blog? Zostaw po sobie komentarz ;-)