Najlepiej poznaje się drugiego człowieka, kiedy się z nim mieszka. Zależy to też od stosunków i relacji jakie łączą współlokatorów. Ja mieszkałam już r różnymi ludźmi na stancjach, zmieniając je wielokrotnie, mieszkałam z byłym narzeczonym, i teraz przez jakiś czas mieszkałam z przyszłą teściową.
Ogólnie jak sobie o tym wszystkim pomyślę, to najlepsze jest stwierdzenie, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. No może przesadzam, nie było tak źle. Ogólnie jak to kobieta z kobietą, dogadujemy się całkiem nieźle. Nie zawsze się zgadzamy ze sobą, ale też nie prowadzimy wojen, chyba że takie ciche, na zasadzie nieodzywania się. Szczerze to już sama nie wiem co jest gorsze. Chyba lepiej jest sobie wykrzyczeć wszystko co leży na duszy, a potem to załagodzić. No ale niech tam. Obie mamy jedną rzecz wspólną. Może nie rzecz, obie kochamy tego samego mężczyznę, ona jako matka, ja jako narzeczona.
Czyja miłość jest silniejsza? Czyja cenniejsza? Czyja ważniejsza?
Na te pytania chyba nigdy nie znajdę odpowiedzi, choć można by się nad tym jeszcze zastanawiać z drugiego punktu widzenia. Z Jego punktu widzenia. Która z nas ma na niego większy wpływ, z kogo czerpie swoje ideały, motywacje. Jest w tym jeszcze kwestia zazdrości. Czy Matka ma prawo być zazdrosna o synową i odwrotnie? Nigdy nie chciałabym rozdzielać rodziny, mieszać się w sprawy wzajemnej relacji. Staram się nie osądzać zachowań, nie komentować, nie brać czynnego udziału w ich spornych dyskusjach. Taka pozycja wydaje mi się najbezpieczniejsza, najbardziej neutralna. Na te wszystkie pytania chyba nigdy nie uda mi się jednoznacznie odpowiedzieć.
Za to teraz, kiedy nasze wspólne rodzinne mieszkanie się kończy, a my zaczynamy nowe życie we dwoje, planujemy założyć własną rodzinę, nasze relacje Ja-Teściowa, zaczynają się poprawiać, do tego stopnia, że stałam się osobą godną zwierzeń ze sfer bardzo osobistych. Cieszę się z takiego stanu rzeczy, bo dla mnie najważniejsza jest zgoda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Podoba Ci się mój blog? Zostaw po sobie komentarz ;-)