Jeszcze tylko parę godzin i zamknę drzwi tego biura i z czystym sumieniem wrócę do domku, z myślą, że jutro nie muszę wstać o 5.30. Aktualna sytuacja staje się powoli męcząca. Pobudka bladym świtem, do pracy na 7.00, po pracy szybki obiad i marsz na "teren budowy". Już nie wiem, co znaczy odpoczynek po pracy, nie pamiętam jak wygląda rower czy TV.
Wczoraj zrobiłam listę rzeczy, które zostały jeszcze do zrobienia. Wyszło mi ponad kartka A4. Więc jeszcze troszkę. W ten weekend planujemy wyruszyć w poszukiwaniu mebli. Mam już niektóre upatrzone, ale ostateczny wybór może jeszcze ulec zmianie. Poza tym, potrzebujemy jeszcze jakieś oświetlenie, bo jak na razie przy suficie zwisają nam gołe żarówki ;D Na chwilę obecną dorobiliśmy się jedynie małego kinkietu w korytarzu.
Mojemu Lubemu kończy się urlop w poniedziałek, więc potem z czasem będziemy jeszcze bardziej ograniczeni, dlatego muszę przyciskać go troszkę, żebyśmy się teraz jeszcze sprężyli. Tak bardzo bym chciała, żebyśmy mogli już od 1.09 zamieszkać tam! Tak bardzo nie mogę się doczekać!
W sobotę mój Luby zaplanował w międzyczasie grzybobranie, ale szczerze, chodzenie po lesie jest teraz ostatnią chyba rzeczą, na którą miałabym ochotę robić w weekend. Ale zobaczymy, może jeszcze zmienię zdanie. Jeśli tak będzie, postaram się o jakąś może fotorelację ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Podoba Ci się mój blog? Zostaw po sobie komentarz ;-)